Strony

rozwijane menu

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Dziecko jest gotowe do samodzielności ale czy świat w około też jest na to gotowy?

Piękna pogoda zachęca do spacerów, wiec proponuję Agnieszce wycieczkę na plac zabaw do parku. Teren zna doskonale, w końcu tą trasę codziennie chodzi do przedszkola. Wie, że przechodząc przez ulicę do parku trzeba nacisnąć przycisk i poczekać na zielonego ludzika aby przejść przez ulicę (ona wie, co do kierowców widziałam wielokrotnie, że mają w tym miejscu w nosie zielonego ludzika pieszych a co za tym idzie czerwone światło dla siebie).
Agnieszka to mądra i rezolutka czterolatka, która bardzo chce byś samodzielna a mama nie zawsze jej na to pozwala. Wszystko chce robić sama i cieszę się z tego że tak wiele rzeczy umie zrobić samodzielnie i tylko ja nie do końca jestem na tę jej samodzielność przygotowana. Ani ta moja rezolutna czterolatka mimo moich starań nie do końca rozumie że mimo, że ona jest już samodzielna to świat na tę jej samodzielność nie do końca, że świat i niektórzy ludzie mogą dybać na tę jej samodzielność.

I tak w to piękne niedzielne popołudnie ubieramy się do wyjścia. Agnieszka jako pierwsza już otwiera drzwi i czeka przed domem aż mama się ubierze i spakuje picie, chusteczki a może jeszcze jakąś przekąskę dla Agi jakbyśmy w parku dłużej zabawiły. A Aga już niecierpliwa czeka na dworze.
W końcu wychodzę gotowa i chcę ruszać w drogę ale Aga mnie zatrzymuje bo chce jechać na rowerze. Więc znowu zostaje przed domem a ja idę po klucz do schowka (pomieszczenie przy mieszkaniu z oddzielnym wejściem zamykanym na klucz). Aga wchodzi na klatkę i już drepta niecierpliwie za mną.
Otwieram schowek, wchodzę i wykopuję rower z czeluści różnych innych gratów. Chwilę to trwa, niedługą dla mnie ale dla mojej niecierpliwej czterolatki to musiała być cała wieczność. Odwracam się do niej a tam … pustka. Aga gdzieś poszła, patrzę na chodnik, na park po drugiej stronie ulicy ale jej nie widzę. Idę na podwórko, na ogródek, nawet do piwnicy zaglądam bo tam lubi się przede mną chować. Ale nigdzie jej nie ma.
Idę w kierunku świateł i zerkam na park a tam idzie sobie ścieżką Agnieszka spacerkiem, w ogóle na zdenerwowaną nie wygląda.
Docieram do niej i próbuję wytłumaczyć, że tak nie wolno sobie samej do parku chodzić. Nie wolno znikać mamie z oczu, nawet jak odchodzi od mamy dalej to tak, żebym ją widziała. I nigdy przez ulicę sama.
A moja czterolatka po wysłuchaniu mojego wywodu stwierdza że spokojem, że ona umie przechodzić przez ulicę i chce już sama chodzić do parku. A mam jeszcze karze na siebie tyle czekać.
Gdybyśmy żyli w bezpiecznym świecie pewnie cieszyłabym się, że moje dziecko jest samodzielne i nauczone przechodzić przez ulicę. Niestety w takim nie żyjemy a to że ona mała czteroletnia dziewczynka wie niewiele znaczy, wystarczy jeden kierowca, który zlekceważy zasady ruchu drogowego albo jeden niebezpieczny człowiek lubiący małe dziewczynki i tragedia gotowa.
Tylko jak to wytłumaczyć takiemu dziecku, które chce być już duże i samodzielne a na próby wytłumaczenia że świat może być niebezpieczny patrzy na mnie sceptycznie i mówi:

-mamo jak ktoś mógłby mnie zabrać, nie żartuj.